ARCANE Symphony Tribute - wrażenia z koncertu

Byłem na koncercie ARCANE Symphony Tribute w NCK w Krakowie. Piszę ten tekst głównie dla tych, którzy zastanawiają się nad kolejnymi koncertami tego projektu. Warto, żebyście wiedzieli, czego się spodziewać. To nie jest ostrzeżenie, raczej zbiór wrażeń. Możliwe, że po prostu marudzę i inni odbiorą to zupełnie inaczej.

Dla mnie ten koncert był rozczarowujący. Spodziewałem się większej roli orkiestry i bardziej symfonicznego charakteru całości. Tymczasem orkiestra przez większość czasu była tylko tłem. Poza jednym instrumentalnym utworem nie miałem poczucia, że faktycznie niesie muzykę albo że to na niej wszystko się opiera.

Całość miała raczej rockowy charakter. Samo w sobie nie jest to nic złego, ale w tej konkretnej sali wypadało to dość dziwnie. Do tego dochodziły próby rozgrzewania publiczności przez wokalistę - moim zdaniem niedopasowane do miejsca. Problemem była też akustyka sali. Wykonanie bardziej pasowałoby do koncertu klubowego niż do sali koncertowej.

Największy problem miałem z wokalami. Znam te utwory i bardzo je lubię. W oryginale śpiewają je wokaliści światowej klasy, między innymi Sting, więc porównanie jest nieuniknione. I niestety wypadało ono bardzo słabo. Szczególnie wokalistka: niższe partie brzmiały jeszcze w porządku, ale w wyższych rejestrach - moim zdaniem - piszczała. Tam, gdzie w oryginale fraza jest przeciągana i buduje emocje, tutaj była śpiewana szybko i bez wyrazu. Obydwoje wokalistów, kiedy pojawiały się trudniejsze fragmenty, sprawiali wrażenie, jakby nie bardzo wiedzieli, co z nimi zrobić - kończyło się to nieartykułowanymi dźwiękami zamiast śpiewu.

Przez dużą część koncertu miałem przez to wrażenie, że oglądam coś na kształt karaoke. Oczywiście z dużą oprawą i orkiestrą w tle, ale jednak bez jakości, która sprawiłaby, że te utwory zaczęłyby naprawdę działać.

Paradoksalnie najlepiej wypadały momenty grane ciężej. Gitarzysta, który grał jak na koncercie metalowym, wnosił energię i sprawiał, że muzyka w końcu zaczynała brzmieć sensownie.

Sama orkiestra też sprawiała na mnie wrażenie niespójnej. Czasami melodie się rozjeżdżały i brzmiały dysharmonijnie. Było tylko trochę lepiej w momencie, gdy keyboardzista na chwilę przyjął rolę dyrygenta, co sugeruje problem z prowadzeniem całości, a nie z samymi muzykami.

Ogólne wrażenie? Albo amatorska trupa próbująca skorzystać z popularności Arcane, albo - w łagodniejszej wersji - grupa fanów, którzy dobrze bawią się śpiewaniem muzyki z ulubionego serialu. I tu uczciwie trzeba dodać: patrząc na publiczność, większość osób wydawała się bawić znacznie lepiej ode mnie. Reakcje były pozytywne, więc być może to ja miałem zbyt wysokie oczekiwania, zwłaszcza jak na czeski zespół i orkiestrę "znikąd".

Na koniec ciekawostka. Z ciekawości "zatrudniłem" ChatGPT, żeby poszukał informacji o tym zespole i wcześniejszych koncertach. W czeskim internecie znalazł właściwie tylko jedną konkretną skargę z Pragi - o czytaniu tekstów z tabletu i o tym, że ludzie wychodzili z koncertu. Patrząc na Kraków, wygląda na to, że coś się jednak poprawiło: tabletu nie było, a publiczność została do końca. Być może projekt się rozwija i z czasem będzie coraz lepszy.

Czy polecam? Zależy od oczekiwań. Fani Arcane być może i tak będą się dobrze bawić. Ja wyszedłem rozczarowany, ale możliwe, że po prostu za dużo się spodziewałem.

Komentarze